Zarejestruj się Zapomniałeś hasła?

Artykuły

Kategorie

Zabytki w Polsce

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

wojewodztwo  pomorskie 636
wojewodztwo  warmińsko-mazurskie 472
wojewodztwo  wielkopolskie 242
wojewodztwo  małopolskie 163
wojewodztwo  lubuskie 155
wojewodztwo  dolnośląskie 132
wojewodztwo  mazowieckie 122
wojewodztwo  zachodnio-pomorskie 122
wojewodztwo  kujawsko - pomorskie 113
wojewodztwo  podkarpackie 100
wojewodztwo  podlaskie 83
wojewodztwo  śląskie 55
wojewodztwo  lubelskie 41
wojewodztwo  opolskie 37
wojewodztwo  łódzkie 32
wojewodztwo  świętokrzyskie 26

Reklama

Na forum



Ocena i komentarz nowych obiektów.
wysłana przez tedesse
XII- wieczny ponorbertański klasztor w Hebdowie
wysłana przez aspiryna
Guzik nie mam pojecia jaki
wysłana przez aspiryna

Komentarze

2012-05-09 Nick: Contessa
Obecnie Kasztel w Szymbarku pełni rolę Ośrodka Konferencyjno - Wystawienniczego. http://www.gorlice.art.pl/oddzialy-muzeum/osrodek-konferencyjno-wystawienniczy-kasztel-w-szymbarku/historia-kasztelu.html ZAPRASZAM DO ZWIEDZANIA
2012-05-01 Nick: mireks_si
Błędna lokalizacja obiektu cmentarz 11 wsi znajduje się nieco poniżej czyli tak jak w moim wpisie w Żelichowie.
2012-02-27 Nick: Mariusz
Kościół o konstrukcji szkieletowej powstał w 1798 r. Świątynię zbudowano na planie wydłużonego prostokąta z wieżą od strony...

Konotop - historia wsi i pałacu

HISTORIA POWSTANIA KONOTOPIA ( gmina Drawno woj. Zachodniopomorskie)


Geneza założenia wsi oraz dzieje właścicieli pałacu i mieszkańców do 1939 r.

Konotop ( niem. Friedenau) - po II wojnie światowej krótko używano nazwy – Ustronie. Założony w 1807 r przez Wilhelma Achatza Augusta von Waldow. Początkowo funkcjonował jako folwark Barnimia (niem. Furstenau), a od 1837 zyskał samodzielność. Swoją nazwę zawdzięcza narzeczonej założyciela ( Fryderyka „Frida” von Füllgraf) od której imienia nazwa się wywodzi. W 1837 r. stał się własnością Teodora Karola Emila Fryderyka von Waldow. Według zapisów akt katastralnych w 1850r. majątek posiadał 3687 mórg powierzchni w tym 2020 uprawnych, 375 łąk, 912 lasów i 20 ogrodów. Folwark posiadał też pałac, leśniczówkę, karczmę, młyn papierniczy w Bogdance i podwórze folwarczne. Rodzina Waldow wywodząca się ze starej szlachty germańskiej posiadała dwie linie rodowe: śląską i marchijską ( od XV w) zwaną też pomorską. Rodzina miała prawo do tytułu baronów i herbu ( srebrna strzała na czerwonej tarczy). Gniazdem rodowym były Lubniewice( wraz z zamkiem) . Nie wiadomo w którym roku i w jakich okolicznościach majątek przestał być własnością rodu von Waldow. Orientacyjnie Konotop należał do nich przez ok 50 lat. Inne posiadłości tej rodziny to między innymi Glisno, Rudnica, Pniewo, Zworów, Maszkówek, Brzozowa, Rogi, Stobno w pow. sulęcińskim . Od 1864r. właścicielem Konotopia ( lub Konotopa) był radca Fryderyk Wilhelm Wandenburg. To on powiększył posiadłość do 4468 mórg. Dalej następowały dość częste zmiany tytułu własności majątku. W 1876 roku Konotop przejął Otto Busch, w latach 1878-83 książe Rzeszy kapitan Bernard von Lüffichau z Charlottenburga. Major Rudolf von Katzler odkupił majątek w 1883 , a w 1896r. zbył go na rzecz Rudolfa Kiskera ( do 1909 r.). W 1912 r. właścicielem zostaje Fryderyk Neumann z Poczdamu, a od 1917 – baron Burkhard von Klodt-Trautvetter. Po jego tragicznej śmierci na polowaniu włości przejęła żona – baronowa von Klodt-Trautvetter. . Ludnoś wspólnoty Friedenau w 1925r. liczyła 214 mieszkańców, z czego 108 stanowili mężczyźni (50,5%) i 106 kobiet (49,5%). Statystycznie licząc było to średnio 5,4 mieszkańców na dom lub 24,9 osób na jeden kilometr kwadratowy. Mieszkańcy Friedenau mieszkali w 40 gospodarstwach domowych ( budynkach). Protestantów (ewangelików) było 172 (80,4%) czyli zdecydowana większość. Ponadto było 28 katolików (13,1%), ale nie Żydów ( jak brzmi oficjalny zapis w niemieckich dokumentach historycznych). O pozostałych 14 mieszkańcach nie ma informacji na temat ich pochodzenia i przynależności. Według zapisów w 1929 r. majątek posiadał 298 ha powierzchni i miał fabrykę krochmalu i gorzelnię. Od 1927 r. Konotop przypisany jest do poczty w Barnimiu, Sądu Rejonowego w Drawnie, Urzędu Skarbowego w Choszcznie i Sadu Pracy w Dobiegniewie. W tym też roku Towarzystwo ”Eigene Schule” z Frankfurtu nad Odrą parceluje i kolonizuje część majątku ( ok. 188 ha). Pomiędzy drogami do Barnimia i do Niemieńska powstaje osiem majątków dzierżawnych o powierzchni ok. 20 ha każdy. Są to gospodarstwa które w latach powojennych prowadzili min. PP. Antczakowie, Hrybko, Tomczykowie, Pietrzakowie, Jóźwiakowie, Wińczykowie, Jaworscy i Sosinowie. Pozostałość gruntów przyłączono do majątku i leśnictwa Bogdanka będących wówczas własnością państwową. W 1938 r właścicielem okrojonego majątku zostaje Franciszek Stick . Liczba mieszkańców wahała się i tak np. w 1925 wynosiła 249, w 1933 -210, a już współcześnie – w 2007- 162 osoby. W roku 1939 osada liczy 210 mieszkańców ( według innego źródła(17.05.1939 r) 169 osób tworzących 43 gospodarstwa domowe). Nie jest dokładnie znana data wybudowania pałacu ale należy przyjąć jako najbardziej prawdopodobną okres między 1820 a 1850 r. ponieważ wówczas pojawiły się zapisy o istnieniu ogrodu (najczęściej ogrody zakładano po wybudowaniu rezydencji) i pisano również o >Friedenau mit Establishment<. Pałac jest doskonałym przykładem prowincjonalnego budownictwa rezydencjonalnego na terenie Marchii, łączącego tradycje architektury barokowej i nowsze elementy klasycystyczne płynące z Berlina. Pałac w Konotopie (-u) nie posiada monografii historycznej. Istnieją wzmianki o wybudowaniu w latach 1878-83 budynku mieszkalnego (przypuszczalnie dom zarządcy majątku- zamieszkały obecnie przez pp. Konopelskich) oraz budynku pokrytego papą ( możliwe ze chodzi o nieistniejącą od ponad 30 lat murowaną stodołę z czerwonej cegły lub magazyn nawozów) . Kolejne zapisy dotyczą lat 1896-1909, gdzie prowadzono prace budowlane polegające na wyburzeniu części budynków gospodarczych oraz przebudowie podwórza folwarcznego. Najwięcej zmian w wyglądzie pałacu dokonano za Rudolfa Kiskera (1896-1909) – przełom XIX i XX wieku. Wówczas to wykonano elewację istniejącą do lat 80-tych XX w oraz zmieniono wystrój wnętrz. Obok pałacu od strony wschodniej wybudowana została kaplica. To był budynek, jak inne typowo niemieckie o murach kamiennych, którego naroża i zwieńczenie było w z czerwonej cegły, dość strzelisty, kryty czerwoną dachówką.


LATA POWOJENNE


Po II wojnie światowej majątek upaństwowiono. Według jednego z pierwszych oficjalnych spisów mieszkańców w 1948 roku w Konotopie (-u) zamieszkiwało 48 osób, a w wykazie obiektów istniało 8 zamieszkałych gospodarstw domowych. Lista osadników wraz z rodzinami ( wg dokumentów Archiwum Państwowego w Stargardzie) przedstawiała się następująco:

1.Antczak Michał
2.Chomicz Michał
3.Hrybko Bronisław
4.Joźwiak Michał
5.Jóźwiak Józef
6.Jaworski Stanisław
7.Krośnicki Michał
8.Krośnicki Jerzy
9.Kurkowski Antoni
10.Noga Jan
11.Obarski Wojciech
12.Pietrzak Czesław
13.Pietrzak Franciszek

Nie jest to jednak pełna lista mieszkańców. Ogólnie można powiedzieć o trzech etapach zasiedlania Konotopia przez nowych mieszkańców. Jako pierwsi byli to niewątpliwie żołnierze zakwaterowani po ustaniu działań wojennych , których zadaniem było pilnowanie porządku oraz obrona osadników polskich i walka z ciągle ukrywającymi się w lasach grupami żołnierzy niemieckich. W 1946 roku przybyła grupa osadników z terenów Ukrainy – okolice Drohobycza i Stryja, a rekrutowali się oni z małych miasteczek jak Medenice, Horucko, Raczyce, Krynica oraz wsi Letniej, Opar i innych, leżących na północ od Drohobycza. Były to rodziny Gąsiewiczów, Starobrzańskich, Mykietynów, Mirosławskich, Konopelskich, Maruniaków. Wymieniona, mała grupa repatriantów zasiedliła Konotop, a liczniejsza grupa ruszyła na Zatom, Barnimie i Dominikowo, a także inne wsie choszczeńskie (np. Suliszewo) oraz do miast (Stargard Szczeciński, Recz). Repatriantom towarzyszyło przez pierwsze lata wojsko, które organizowało i obsługiwało gospodarstwo rolne. Z czasem żołnierzy ubywało, a przybywało ludności cywilnej, zgodnie z polityką zasiedlania tzw. Ziem Odzyskanych. Pp. Nogowie (też repatrianci), przybyli do Konotopia nieco później od reszty mieszkańców, na początku lat 50-tych z zamku w Niemieńsku. Jako ciekawostkę należy wspomnieć , że posiadali oni własne radio co było wówczas rzeczą rzadko spotykaną. Słuchano z niego min. transmisji z pogrzebu B. Bieruta. Drugą grupę osiedleńców, stanowili „ konotopscy gospodarze”, którzy rekrutowali się z Polski Centralnej. Gospodarstwa rolne były rozmieszczone, tak jak obecnie, od strony wschodniej Konotopia, z charakterystyczną zabudową niemiecką. Idąc od szosy w stronę wsi były to gospodarstwa pp. Antczaków, Hrybko (ewentualnie Kurkowskich - starsi ludzie, których córka wyszła właśnie za p. B. Hrybko), Michała Jóźwiaka, Franciszka Pietrzaka, Józefa Jóźwiaka, pp. Buko i Jaworskich, a także Krośnickich (potem zajęli ten budynek na parę lat Jamrozikowie a następnie Sosinowiekoniec lat 50). Grupa tych gospodarzy przybyła z tzw. Centrali, to jest z rejonu centralnej Polski, z regionu kutnowskiego, z Łęczycy, Konina i in. Część z nich wyjechała z powrotem, chyba do swoich rodzin skąd się wywodzili, np. M. Jóźwiak - początek lat 60., parę lat później p. Pietrzak (połowa lat 70-tych) – ich córka Irena jeszcze w 1975-76 uczyła języka rosyjskiego w szkole w Zatomiu. Kolejni wyjechała nieco później, po zdaniu na rzecz państwa swoich gospodarstw, np. p. Hrybko do swojej córki w Toruniu, Antczakowie, oraz drugi z Jóźwiaków. Bronisław Hrybko, to była ciekawsza postać. On przypuszczalnie był wojskowym i jeszcze na początku lat 50-tych miał karabin, z którym często paradował po wsi i to w mundurze. Objął on gospodarstwo trochę później, dopiero po Kurkowskich ( swoich teściach). Krośniccy, którzy mieszkali w domu Sosinów, wyjechali gdzieś ok. połowy lat 50., potem mieszkali tam pp. Jamrozikowie, a po ich wyjeździe ok. 1960 r. z Brenia przybyli pp. Sosinowie (pochodzący ze Śląska). Miejsce po p. M. Jóźwiaku zajęli pp. Tomczykowie, którzy przyjechali z Warszawy . Pp. Wińczykowie przybyli prawdopodobnie z Zieleniewa na początku lat 60. zajęli gospodarstwo po pp. Buko, którzy mieszkali tam od wojny (mieli świetne śliwki). Oni chyba nie czuli się dobrze w tym miejscu, mówiło się że byli pochodzenia ukraińskiego i ostatecznie szybko wyjechali. Nie wiadomo czy z tymi „gospodarzami”, czy też osobno przybyli ludzie do pracy w PGR. Nie zajmowali już indywidualnych gospodarstw rolnych – bo brakło wolnych obejść. Wśród nich był p. Obarski, Cieślikowie, Wróblowie i in., część z nich jednak po jakimś czasie wyjechała. Trzecia, chyba najliczniejsza grupa, która zaczęła napływać z końcem lat 40., to młodzież przybywająca z różnych stron Polski w ramach rządowego programu(ów) zasiedlania i zagospodarowywania tych ziem. Były to akcje okresowe, ale jednocześnie zachęcano tych ludzi do osiedlania się, co też część z nich uczyniła, znajdując tam swoje „szanse” życiowe. Periodycznie też ( czasy akcji żniwnych i wykopów), przybywały hufce młodzieży ZMP (głównie studenckiej) i oddziały wojska dla wspomożenia akcji żniwnych. Młodzież i wojsko kwaterowano w pałacu. Akcje młodzieżowe zamarły nieco wcześniej lata 60/70, natomiast wojskowe były kontynuowane jeszcze jakiś czas potem. Po wojnie i w latach 50. część młodzieży przyjezdnej kwaterowano początkowo w drewnianym baraku, który dość szybko ulegał zniszczeniu. Znajdował się on na niewielkim podniesieniu terenu naprzeciw gorzelni, a przed domami przy drodze kasztanowej ( domy pp. Jędrzejczyk, Jurkiewicz, Rutkowski, Maruniak). W tym baraku jeszcze w latach 70-tych była 4-klasowa szkoła podstawowa, następnie zakwaterowano tam pracowników melioracji, a swój żywot obiekt ten zakończył na przełomie lat 1970/80. Jednocześnie wraz z Polakami mieszkały też dwie lub trzy rodziny niemieckie, które jednak opuściły Konotop w II połowie lat 50. Były to osoby starsze i chyba bezdzietne, w każdym razie nie było przy nich dzieci. Były trochę odosobnione, mieszkały w domach przy wcześniej wspomnianej drodze kasztanowej, które jeszcze obecnie istnieją po lewej stronie idąc od strony podwórza pałacowego w stronę obecnego przystanku PKS. Przypuszczalnie jeszcze jakaś rodzina mieszkała w pałacu. Nie wiadomo czy rodziny te same się izolowały (co jest prawdopodobne), czy też było to wynikiem zwyczajów Polaków i ich kultury. Prawdopodobnie nie chciały już opuszczać Konotopia wierząc, że się jakoś dostosują i dożyją swoich dni, ale to okazało się ponad ich siły. Całkowicie inne warunki życia, kultura i niepewność losu zapewne nie odpowiadały im, żyjącym tam od pokoleń. Z tych ludzi zapamiętano p. Saltza, tak był nazywany, choć nie wiadomo czy to jego prawdziwe nazwisko, czy tylko ksywka. To była ostatnia rodzina niemiecka, która wkrótce też wyjechała do Niemiec. Na parterze budynku gospodarczego ( prawa strona podwórza przypałacowego), gdzie mieściły się garaże i stajnie, a na piętrze były magazyny, mieszkali pp. Sawkowie - zajmowali skrzydło północne . Później mieszkała tam pani Batóg z córką Haliną. Pod koniec lat 50-tych i na początku 60-tych zdarzały się w Konotopiu rzadkie wizyty Niemców, którzy oglądali majątek i park. Nieco częściej Niemcy zaczęli przyjeżdżać w latach 70-tych, a związane to było z podpisaniem układu między Polską a RFN o podstawach normalizacji stosunków między tymi państwami, który został podpisany przez J. Cyrankiewicza i Willy’ego Brandta w Pałacu Prezydenckim w Warszawie 7 grudnia 1970 roku. Wracając do młodej, napływowej generacji był to ogólnie biorąc konglomerat ludzki. Jedni szukali swego miejsca na ziemi, spokojnej przystani, kolejni po przejściach więziennych, inni po wojsku, niespełnieni i niedouczeni fachowcy (w większości amatorzy), artyści malujący landszafty i różne kiczowate obrazki, zwykle słabo lub wcale niewykształceni. Te grupy młodzieży wywarły największy wpływ na to co się działo- byli młodzi, bez obciążeń i mobilni. Początkowo ta właśnie młodzież stanowiła trzon całego wiejskiego życia, bardzo dynamiczna i na swój sposób barwna. Nie wiadomo jaką rolę w tym życiu kulturalnym odgrywali aktywiści ZMP, ale z pewnością tacy byli. Lata 50-te to okres ich bardzo silnej aktywności. Zabawy odbywały się bardzo często, zwykle co tydzień. Wystawiano przedstawienia, śpiewały jakieś chórki. Później również szkoła podstawowa wystawiała swoje przedstawienia, zwykle na koniec roku szkolnego. W miesiącach letnich urządzano wieczorami ogniska na łące za pałacem, ze śpiewami i tańcami. Także tam wytyczono boiska i odbywały się gry sportowe między miejscowymi i między wsiami, głównie w siatkówkę, a czasem w piłkę nożną. Z czasem, w I połowie lat 60-tych, ludzi zaczęło ubywać, entuzjazm mijał, spontaniczność przeradzała się w rutynę, atmosfera się wyraźnie zmieniała. Część ludzi pracujących w PGR mieszkała w pałacu. Pałac był też tradycyjnym miejscem administracji PGR-u. Oprócz krótkotrwałych kadencji kierowniczych, byli też kierownicy dłużej administrujący PGR-em. Byli to w kolejności p. Krośnicki(?), p. Sowa (po osiągnięciu wieku emerytalnego wyjechał, mówiono że do Niemiec), po czym kierownikiem został ktoś przyjezdny. Następnie ówczesny księgowy p. Jan Rutkowski został kierownikiem i szefował aż do włączenia PGR Konotop do KPGR Chomętowo (1975 r.). W pałacu mieszkał także p. Białoskórski z rodziną, nauczyciel, który uczył w pierwszych klasach w Konotopiu i Zatomiu. Imponował wszystkim swoim junakiem, chyba jednym z pierwszych w ogóle. Wyjechał ok. 1960 roku. Pałac był miejscowym ośrodkiem kultury. Poza najczęstszymi zabawami tanecznymi, odbywały się w nim okresowo przedstawienia z udziałem miejscowej młodzieży, a czasem występu chóru. Na deskach sceny (była taka w największej sali naprzeciw wejścia frontowego pałacu) postawiono prawdziwy mur, wystawiano wówczas „Zemstę”. Była też biblioteka, którą z czasem zlikwidowano, choć w zamian pojawiła się biblioteka objazdowa . Pod koniec lat 50-tych utworzono w pałacu objazdową szkołę dokształcającą dla dorosłych w której oprócz zwykłej nauki prowadzono również kursy szkoleniowe z zakresu rolnictwa z filmami propagandowymi (bhp, jak uprawiać ziemie i prowadzić hodowle, walczyć z różnymi szkodnikami), były kursy prawa jazdy, obsługi prowadzenia urządzeń rolniczych itp. Działało to wszystko tylko parę lat. Sporadycznie przyjeżdżało kino objazdowe ( operatorzy pp. Kwiatkowski i Łabuń) . Odbywały się tam hucznie obchodzone coroczne dożynki. Przez jakiś czas w II połowie lat 50-tych funkcjonowało przedszkole (okresy żniw) . Na przełomie lat 50/60 utworzono w pałacu czteroklasową szkołę podstawową. Od klasy piątej do siódmej nauka odbywała się w Zatomiu. Jeszcze wcześniej, w końcu lat 40-tych i połowie lat 50-tych szkoła podstawowa dla dzieci z Konotopia mieściła się w Barnimiu. Ostatnimi mieszkańcami w pałacu byli pp. Wysoccy (przeprowadzka do Podegrodzia) i Owczarkowie ( Lubieniów) przełom lat 60/70. Potem zdaje się że już nikt nie mieszkał w pałacu, którego stan wyraźnie się pogarszał. Mieściło się tam ciągle biuro administracji PGR-u. Jednocześnie następowała powolna rozbiórka, wymontowano np. wszystkie kaloryfery (pałac miał ogrzewanie centralne), biuro PGR było ogrzewane piecem kaflowym. Nie jest przy tym prawdą, że nie podejmowano prób ochrony pałacu. Według pp. Rutkowskiego (kierownik) i Winnickiego (księgowy PGR) problem był w tym, że na podstawie przeprowadzonych ekspertyz tylko radykalna przebudowa mogła go uratować. Temu niestety skutecznie przeciwstawiał się konserwator zabytków, który dopuszczał tylko niewielkie przeróbki. Niemniej dokonano wymiany połaci dachowych, co jednak nie wystarczyło do jego skutecznego zabezpieczenia. I nie mogło. Kwestią nie do przejścia w latach 50-tych i 60-tych okazał się fakt kompletnej degradacji izolacji budynku (w końcu nic dziwnego, to była technologia jeszcze z XIX w.!). Na skutek czego mury zaczęły ciągnąć wilgoć i na najniższej kondygnacji zaczął pojawiać się grzyb. Stąd ewentualni kontrahenci zakładali przebudowę pałacu na co z kolei nie było zgody konserwatora. Zabudowa. Zabudowa w latach 70-tych i wcześniejszych (część domów poniemieckich ostatecznie się rozpadła) zbudowano brzydkie, bezstylowe nowe budynki i architektura nieco się zmieniła. Tylko część pierwotnej zabudowy jest dzisiaj widoczna. Nie ma nawet śladu po części starszej zabudowy, widocznej np. na zamieszczonych poniżej fotografiach i sztychach. Trudno uwierzyć, ale te domy, które przetrwały okres budowy socjalizmu na wsi, mają przynajmniej 80 lat! Patrząc w stronę pałacu, pierwotne domy po prawej stronie już nie istniały. Były tam ich ruiny, przekształcone na pomieszczenia gospodarcze (chlewiki, magazyny, składowiska itp., jak to na wsi). Z czasem na przełomie lat 50/ 60 teren za domem pp. Jurkiewiczów i Jasiaków wyrównano i zbudowano tzw. blok (potem zamieszkali w nim pp. Byczkowscy i Mirosławscy). Na północ od w/w zabudowań , na niewielkim wzgórku tuż za ogródkami znajdowała się przed wojną piekarnia, która jednak nie przetrwała czasów wojny. Za tą piekarnią, po drugiej stronie drogi polnej wiodącej w stronę dużej stodoły z muru pruskiego był duży okólnik ogrodzony płotem deskowym. Rozciągał się on od wysokości ogródków aż po drogę przy tej stodole wiodącej w stronę Drawy. Były w nim 3 całe, a czwarty w ruinie kilkudziesięciometrowej długości poniemieckie tzw. szałasy. Ogólnie było ich najprawdopodobniej 6, lecz 2 z nich chyba usunięto zaraz po wojnie (ta para bliżej stodoły), bo walały się tam jakieś cegły i gruz. Były one ustawione równolegle do siebie parami, prostopadle do tej dróżki, drewniane, niskie (ale można było wchodzić swobodnie wejściami na ścianach szczytowych) i kryte trzciną jeziorną. Tuż po wojnie hodowano tam stada owiec, a dla dzieci wydarzeniem były postrzyżyny tych zwierząt oglądane „na żywo”. Potem trzymano tam cielęta. Nie wiadomo jakie było przeznaczenie tych obiektów przed wojną.Charakterystyczną cechą pierwotnej, niemieckiej zabudowy, zwłaszcza większych budynków gospodarczych były mury z kamienia polnego. Budynki mieszkalne były zbudowane z czerwonej albo białej cegły o fundamentach z kamienia polnego. Te ostanie były tynkowane mało trwałą zaprawą wapienno-piaskową. Domy gospodarzy rolnych były zbudowane z tzw. muru pruskiego i składały się z segmentu mieszkalnego, który był połączony z segmentem gospodarskim, oborą i innymi np. magazynem. Budynki mieszkalne nie posiadały sieci wodociągowej i nie były skanalizowane. Tylko jedna stodoła (największa) miała charakterystyczny mur pruski (drewno łączone z czerwoną cegłą) i u dołu cokół kamienny. Pozostałe stodoły były w całości drewniane i miały charakterystyczny kształt - otwarte w dolnej części i obudowane deskami w górnej. Miejsca posadowienia belek nośnych były podmurowane albo białą cegłą, albo kamieniem polnym. Stodoły były kryte papą, smołowaną okresowo. Od strony północnej tej największej stodoły stał stary transformator o charakterystycznym kształcie małego domku krytego dachówką z krótką wieżyczka przykrytą metalowym hełmem pod który dochodziły przewody elektryczne ze słupów. Niektóre z domów poniemieckich w swoich centralnych częściach posiadały jeszcze piece chlebowe. W latach 50-tych ludzie sami piekli chleb i ciasta. Sklep został uruchomiony chyba w II połowie lat 50-tych, ale chleba do niego początkowo nie dostarczano. Były natomiast alkohole, a przede wszystkim podstawowe artykuły spożywcze. Sklep od początku mieścił się od strony ulicy, w domu gdzie mieszkali pp. Sosinowie. Dopiero w połowie lat 70-tych zbudowano kiosk koło pp. Tomczyków. Tam gdzie wybudowano nową (lata 70.) PGR-owską stacja paliw ( naprzeciw gospodarstwa pp. Wińczyk) - wcześniej stała poniemiecka stodoła. Natomiast jeszcze wcześniej stacja paliw mieściła się w budynku gospodarczym naprzeciwko domu pp. Jasiaków i Jurkiewiczów. Drewniana stodoła stała również za dawnym sadem od strony Zatomia. Potem na skutek pożaru ( w noc sylwestrową, gdy w świetlicy pałacu trwała zabawa noworoczna- ktoś zaprószył w niej ogień i uległa znacznemu spaleniu i nigdy jej nie odbudowano). Niedaleko pałacu był sad z bardzo dobrymi jabłkami i gruszkami. Sadem opiekował się PGR, zbiory jesienne były dzielone między mieszkańców. Potem w latach 60-tych sad rozparcelowano na działki pracownicze, a stare drzewa usunięto. Koło obszernej zabudowy poniemieckiej gorzelni ( ze skomplikowaną maszynerią , czynnej w latach 50-tych i na początku 60-tych, a krótko potem zdemontowanej i zamkniętej), stały 4 silosy na kiszonki dla bydła. Gorzelnia również do ok. połowy wysokości była kamienna, a nadbudowę miała z czerwonej cegły. Ten stosunkowo większy kompleks budowlany wyróżniał się w krajobrazie wysokim kominem z czerwonej cegły. Od strony wschodniej przy gorzelni były dwa mieszkania, gdzie mieszkali pp. Mrozikowie i krótko p. Batóg. Były dwie obory rozdzielone drogą brukowaną w ciągu ograniczającym podwórze majątku od strony wschodniej. Następnie dobudowano (na pierwotnej zabudowie?) kolejną oborę naprzeciwko gorzelni. W budynku, dzisiaj jeszcze istniejącym i oznaczonym jako zabytek, a ograniczającym podwórze majątku od zachodu, poza częścią gospodarczą od strony południowej, parter zajmowała część mieszkalna (północna część budynku), następnie stajnia koni, która sąsiadowała z garażem ciągników. Piętro zaś stanowił rozległy magazyn zboża. Za nim (w kierunku zachodnim) był osobny parterowy budynek, który zajmowała kuźnia i stolarnia. A jeszcze dalej tuż za rozstajem dróg stał mały budynek, który służył jako magazyn nawozów. Dalej w kierunku północnym stał i stoi jeszcze wydłużony budynek przerobiony na późniejszą chlewnię. W pobliżu wejścia do niej, na podwórzu od strony wschodniej, był mały poniemiecki budyneczek, ciekawy, bo kryty barwionymi płytkami - w którym mieścił się sprzęt Ochotniczej Straży Pożarnej. Stał w nim charakterystyczny wóz z wahadłową, ręcznie napędzaną pompą wody, ze zwiniętymi wężami na bokach, ciągniony przez konie. Potem została zakupiona pompa spalinowa i inne nowsze akcesoria przeciwpożarowe. Od strony północnej podwórze majątku było ograniczone domem byłego zarządcy majątku . Jest on do dzisiaj używany i zamieszkały ( kiedyś pp. Mazurowie, Winniccy, Konopelscy) . Na początku lat 60. wybudowano na podwórzu majątku studnię głębinową i wodę częściowo rozprowadzono do pobliskich budynków gospodarczych i mieszkalnych a znacznie później do pozostałych domów. Do kościoła chodziło się do Barnimia, żadnej czynnej kaplicy nie było. Był oczywiście krzyż, nie wiadomo kto go postawił, był od zawsze.. Cmentarz, a właściwie cmentarze. Było ich w sumie trzy. Pierwszy (główny) znajdujący się w parku był dość dobrze zachowany. Były na nim liczne groby z płytami marmurowymi i granitowymi z napisami w języku niemieckim, w tym groby rodzinne. Część grobów miała mniej lub bardziej bogate ażurowe, żeliwne ogrodzenia z rozmaitymi kutymi ozdobami. Były wśród nich też groby skromniejsze, tylko z tablicami. O wszystkie te groby nikt już nie dbał, wręcz były dewastowane, szczególnie przez dzieci. Był też jeden grób, który był uznawany za polski i na którym zapalano znicze. Przy grobach, na zboczu górki od strony Zatomia była murowana kostnica ( wg zapisów w dokumentach WKZ Szczecin mówi się o grobowcu rodzinnym właścicieli pałacu). Znajdowano tam w czasach powojennych kości ludzkie. Dopisywano też legendę, że było to wyjście z podziemnego przejście łączącego to miejsce z pałacem i dlatego zostało zamurowane. Drugi cmentarz zaskakiwał dziwnymi zwieńczeniami grobów, tj. zamiast krzyży stały np. betonowe rzeźby stylizowane na fragmenty obciętych drzew, były też macewy- dziwne, o charakterystycznym kształcie, robakowate napisy, wybitnie różniące się od niemieckich. Jak się ostatecznie okazało - hebrajskie. Było tam ledwie kilka( 3-5) takich grobów, które na froncie macew miały napisy hebrajskie, reszta miała albo metalowe bądź drewniane krzyże, albo właśnie te zagadkowe zwieńczenia grobów (zamiast krzyży) w postaci stylizowanych na fragmenty skośnie ściętych drzew, nawet z korą i fragmentami obciętych gałęzi, albo też nie posiadała niczego symbolicznego (prawdopodobnie zniszczone już zwieńczenia). Cmentarz ten był wyraźnie mniejszy i było tam ogólnie ok. 20 grobów. Część grobów była mocno zaniedbana, pomniki i krzyże były przechylone w różne strony. Ta część cmentarza, albo osobny cmentarz, była wyraźnie skromniejsza. Nie występowały tam np. żeliwne ogrodzenia (częste na „głównym cmentarzu”). Część z nich posiadała za to typowe, cementowe płyty nagrobne, tylko niektóre z nich miały marmurowe płytki z napisami w języku niemieckim (te charakterystyczne litery – stary gotyk niemiecki); na innych prawdopodobnie napisy zniszczono wcześniej? Większość grobów była ziemna, z krzyżami w dość kiepskim stanie… Cmentarz, nazwijmy go „główny”, mieścił się na pagórku przy drodze do Zatomia i był nieregularnie porośnięty drzewami, ale były zachowane alejki (polne) między rzędami grobów. Cmentarz zaś o którym tu mówimy (żydowski?) był położony dalej na wschód od „głównego” i nie stykał się z nim, był jakby odsunięty, choć w jego sąsiedztwie. Rozdzielał je stok niewielkiego pagórka, opadający w kierunku wschodnim i porośnięty jak cały ten obszar większymi drzewami. Nie sposób było tam dostrzec jakąś dróżkę, aleję , a może było to już zbyt zapuszczone żeby zauważyć. Dochodziło się do niego także drogą polną wiodącą przez park, a odchodzącą od drogi polnej wiodącej do Zatomia. Cmentarz ten dochodził prawie do drogi rozciągając się wzdłuż wschodniego stoku pagórka na którym leżał cmentarz główny. Trzeci cmentarz, bardzo niewielki, bardzo biedny i silnie zaniedbany (starszy, znacznie wcześniej opuszczony), mieścił się na niewielkim wzniesieniu, a wyróżniał się z otoczenia rosnącym murem wysmukłych topoli. Znajdował się on przy polnej drodze w stronę Niemieńska, naprzeciw gospodarstwa p. J. Jóźwiaka. Na tym opuszczonym niewielkim terenie można było odróżnić drobne wydłużone wzgórki po grobach z fragmentami silnie zniszczonych drewnianych krzyży. Możemy tylko ubolewać nad stanem dawnego parku. Jeszcze dzisiaj widać w nim resztki dawnej, bardzo ciekawej architektury. Rosły tam stare drzewa, których była duża różnorodność, a część z nich była oznaczona jako pomniki przyrody. Na cmentarzu był nadzwyczajny, niezwykle rzadko spotykany okaz wiekowego bluszczu, oplatający jedno z drzew, eksponat wręcz na skalę europejską. W latach 70-tych został na pewnej wysokości bezmyślnie przecięty i zdewastowany. Oprócz resztek ławek przy wyprofilowanych polnych alejkach w parku były dwa stawki o wzmocnionych kamieniami brzegach [są one widoczne na załączonych poniżej fotografiach]. Przy brzegu bardziej regularnego (prostokątnego w planie) stawu z wysepką pośrodku stały jeszcze nie do końca zniszczone łódki z wiosłami, którymi wcześniej można było pływać. W sąsiedztwie tego stawu stał mały domek z czerwonej cegły (tam mieszkała starsza para niemiecka, która w latach 50-tych wyjechała, po czym miejsce to zajął p. Jan Jurkowski z rodziną. Park miał swoje drobne tajemnice. Kiedyś, nie wiadomo z jakich powodów, pracownicy rozkopali latem małą górkę w parku i zaczęli wyciągać lód! (stara przypałacowa chłodnia?). To czego dokonano w okresie powojennym nie można nazwać inaczej jak gwałt na bogactwie historycznym tych ziem. Urządzenie w pomieszczeniach pałacowych, przez szefostwo istniejącego PGR-u, magazynów zbożowych, doprowadzenie do zawilgocenia i zagrzybienia stropów i ścian budynku, przyśpieszyło agonię murów. Obiekt konał na oczach mieszkańców i odpowiedzialnych za ochronę instytucji i nie znalazł się nikt kogo zainteresowałby los umierającego zabytku. W latach 70-tych pałacem zainteresowało się wojsko, chcąc zakupić pałac na potrzeby ośrodka szkoleniowo-wypoczynkowego. Niestety dla obiektu w tym czasie pojawił się też konkurent zainteresowany pałacem ( zakłady odzieżowe bądź włókiennicze z Łodzi), które przebiły ofertę finansową wojska. Ostatecznie jednak wycofały się z zamiaru kupna, a wojsko posiadające wówczas środki finansowe i techniczne oraz siłę fachową, po niepoważnym pierwszym potraktowaniu przez zarządcę, nie wyraziły po raz kolejny zainteresowania ofertą. Światełko w tunelu, które na chwilę zabłysło dla pałacu, zgasło szybko i na zawsze. Dziś - czego nie dokończyli ludzie ( wyrwane zegary z poddasza, zburzony taras od strony płd-wsch. , wyrwane deski z podłóg, zniszczona stolarka drzwiowa i okienna, nieremontowany dach, ściany)- kończy przyroda. Brak gospodarza i prawdziwego właściciela doprowadził do tego, że na przełomie wieków ( XX i XXI) pałacowy dach runął do piwnic, zabierając ze sobą po drodze wszystkie stropy. Piękno i historia sięgnęły bruku. Teraz przyroda – szybko i bez litości- rozprawia się z tym co kiedyś tętniło życiem, lśniło urodą, było wartością samą w sobie, a obecnie leży w gruzach bez nadziei na to, że jeszcze kiedyś powstanie ze zgliszcz.

Pozostanie tylko wpis do rejestru zabytków
1.Pałac z XIX w. wpisany do rejestru WKZ pod nr 321 w dn. 12.09.1958.r
2.Park przypałacowy wpis do rejestru WKZ pod nr 88 z dn. 16.12.2001

Poniżej została przedstawiona dokumentacja fotograficzna i galeria zdjęć do jakiej udało się dotrzeć i jaką udało się zgromadzić. Są to fotografie z prywatnych zbiorów, albumów rodzinnych, z dokumentacji Konserwatora Zabytków, opracowań i prasy niemieckiej. Przedstawione materiały udostępniono mi dzięki uprzejmości pracowników WKZ Szczecin, Archiwum Państwowego w Stargardzie, bogate i bardzo osobiste wspomnienia i fotografie pana Andrzeja Gąsiewicza ( byłego mieszkańca), Silke Lueders z Niemiec, pasjonatów historii i miłośników zabytków, którym z tego miejsca bardzo dziękuję.To dzięki ich życzliwości powstało to krótkie opracowanie. Jednocześnie zapewniam, że powstało ono w celach niekomercyjnych, a jedynie > ku pamięci< aby > ocalić od zapomnienia <. Wolą autora jest by nigdy nie zmieniono celu powstania tego dokumentu i by zostały zachowane wszelkie prawa autorskie zgromadzonych dokumentów wedle ich prawa własności i innych tytułów określonych stosownymi przepisami prawa.


Były mieszkaniec Marian Jasiak
 

Herb rodu von Waldow - założycieli Konotopia
Herb rodu von Waldow - założycieli Konotopia

Fragment archiwalnej mapy z Konotopiem ( 1870 r)
PAŁAC

Widok pałacu w okresie świetności – lata 20-te XX wieku

Rysunek przedstawiający przekrój pałacu.

Plan ogólny pomieszczeń wraz z głównymi wymiarami budynku

Front pałacu w latach 60-tych XX w

Pałac lata 1960/70
– widok od strony podwórza folwarcznego

Zdjęcie z lat 1960/70
– pałac, przedstawiciel ery barokowo-klasycystycznej

Widok na pałac od strony wsi- lata 60-te

Przypałacowe piękne dęby szypułkowe
– obecnie rośnie tylko ten na pierwszym planie
(zdjęcie powojenne)

Lata 70-te XX w
– jeszcze widoczny taras wsparty na kolumnach
– widok od strony parku

Pałac w Konotopiu 1974 r.
– widok od strony parku ( fot A. Gąsiewicz)

Inne zdjęcie tarasu i widoczna tarcza zegara na poddaszu

.....Jeszcze w przyzwoitej formie ale niestety już niedługo ....

Pozostałość po pięknym stawie z wyspą
- przed wojną służył do wypoczynku po wojnie

Nadeszły mroczne lata 80-te
– zamurowane wejście główne

Bez litości dla zabytku i otaczającej przyrody
- drzewa ścięto, pałac ....

Przez puste oczodoły okien zaczęło się wdzierać zniszczenie

Coraz bardziej żałosne i coraz mniej liczne
pozostałości po dawnej elewacji

Taras też przegrał walkę z głupotą i obojętnością

To były piękne dębowe schody z parteru na piętro i do piwnic
– foto u góry i poniżej
czy dziś są ozdobą w prywatnym domu?

Zrujnowane pałacowe wnętrza

Konstrukcja strychu i więźby dachowej
– w głębi widać ciekawy komin tzw. portkowy

Walka z czasem i obojętnością
- konar dębu szypułkowego
– jeszcze rósł i cieszył oko zielenią

Dąb, pałac i jedna z mieszkanek Konotopia
– lata 70-te XX w

Ostatnie dni stodoły gospodarczej
- przetrwała wojnę a przegrała z ....

To już przedostatni etap epopei – lata 1993-95

Wejście w XXI wiek
– pewnie nie tak to sobie wyobrażał .. ( 2000-02 r )

 

Ruiny 2008

Stara tuja zdobiąca kiedyś zejście tarasowe do parku
- legła tak jak pałac ....

Agonia trwa – 2008/9 r

Lato 2009 – było piękne ale czy dla wszystkich ?

Teraz przyroda dokończy to co zaczął człowiek
– pałac ginie w milczeniu ...

Ostatni akt dramatu
– wiosna-lato 2007

Wiosna budzi przyrodę do życia
– pałac umiera stojąc ...
CMENTARZ

Wejście do pustego i zrujnowanego grobowca na zniszczonym cmentarzu w Konotopiu

Zdjęcia powyżej i poniżej przedstawiają fragmenty krzyży nagrobnych z cmentarza w Konotopiu
 
WIEŚ I JEJ MIESZKAŃCY

Plan sytuacyjny folwarku

Budynek folwarczny ( obora) na przypałacowym podwórzu
– lata 80-te XX wieku

Zdjęcie domu z okresu międzywojennego (1935r)

Współczesne zdjęcie domu zarządcy (2009 r.)

Widok od strony pałacu
na budynek zarządcy majątku i budynki gospodarcze
– lata 70/80-te XX wieku

Widok z pałacu na wieś w kierunku domu zarządcy
( po prawej) i dalej droga do Barnimia

Jedno z ośmiu samodzielnych gospodarstw
utworzonych w 1927r
– parcelacja majątku pałacowego

Budynek folwarczny ( obora) na przypałacowym podwórzu– lata 80-te XX wieku

Widok na wieś od strony zachodniej 1974r. ( fot A. Gąsiewicz)
– z prawej dom rodzinny

Ten sam dom rodzinny w 2009 r. ...

Jeden z właścicieli ( lata1917-28) folwarku Friedenau ( Konotop)
baron Burkhard von Klodt - Trautvetter (zm 1928r)

Młodzież z Konotopia
- fotografia ze zbioru A. Gąsiewicza- 1964r.
SZKOŁA

Wycieczka szkolna do młyna 1925
- w tle stara szkoła i mieszkanie nauczyciela

Wycieczka szkolna do młyna kostnego 1925 r

Przedwojenna szkoła dla dzieci z Konotopia, Jaźwin i Niemieńska
– obecnie nie istnieje

Klasa szkolna – zdjęcie na tle pałacu, wiosna 1960r.
( fot ze zbioru A. Gąsiewicza)
MŁYN

Stary młyn kostny koło Konotopia
– lata 1920-30

Międzybór koło Konotopia
- dawniej młyn kostny obecnie budynek leśniczówki
(fot. 2009 r.)

Przeprawa konna przez Drawę
 
Rzeka Drawa

Kąpielisko nad Drawą między Konotopiem a Zatomiem
– lata 30-te XX wieku

Kąpielisko nad Drawą 1974r. (fot A. Gąsiewicz)

Droga nad Drawę 2009r.

Przeprawa przez Drawę do Zatomia
- kiedyś droga do
Szkoły Podstawowej (klasy 5-8) - 2009 r.

Blisko i mimo upływu lat coś mnie tam ciągnie choć
powodów wydawać by się mogło - coraz mniej
Konotop
Czy wieś zniknie jak pałac i cmentarz przykryta kurzem czasu i zapomnieniem – jak napis na tablicy.....
A przecież mi żal ....... 

Aktualnie
44 Gości, 0 Użytkowników

Ostatnio dołczyli do nas
Witamy Stefan123, nasz najnowszy użytkownik.
Nasi sympatycy
Wybierz użytkownika